UNAM SANCTAM: O duchu prawa a literze prawa.
O duchu prawa i jego literze
— św. Tomasz z Akwinu
W obecnych czasach istnieje niebezpieczeństwo, że katolicy zapomną o duchu prawa, a przez nazbyt rygorystyczne trzymanie się jego litery narażą się na odrzucenie nie tylko rozwiązania obecnego kryzysu, lecz także jednej z fundamentalnych zasad, na których opiera się Kościół.
To, że duch prawa może, a nawet powinien mieć pierwszeństwo przed jego literą, nie jest ani nową, ani wyjątkową ideą. Jest to jedna z podstawowych zasad naszej wiary, wpisana w samą naturę prawa. Jeżeli katolicy o tym zapomną, grozi im dezorientacja i bezradność w obliczu kryzysu. Co więcej, utrzymujemy, że znaczna część obecnego kryzysu oraz trudności z jego rozwiązaniem wynika właśnie z niezrozumienia różnicy pomiędzy duchem prawa a jego literą.
Aby w pełni przedstawić ten argument, podzieliliśmy niniejszy tekst na dwie części. W pierwszej zobaczymy, jak duch prawa oraz moralna zasada słuszności (epikeia) były podkreślane przez Kościół na przestrzeni wieków — od nauczania samego naszego Pana aż po Kodeks Prawa Kanonicznego. W drugiej zastosujemy te zasady do obecnego kryzysu. Krótko mówiąc, ścisłe trzymanie się samej litery prawa prowadzi albo do paraliżu, albo do absurdu, podczas gdy wierność jego duchowi ukazuje jasną i prostą drogę naprzód.
Część I
Nauczanie Kościoła
— Ewangelia według św. Mateusza 12, 9–13
— Ewangelia według św. Mateusza 23, 23–24
Żadnej grupy ludzi nasz Pan nie potępił tak stanowczo jak uczonych w Piśmie i faryzeuszów. Widzimy zarazem, że szczególnie piętnował ich za jeden konkretny i poważny błąd: nadmiernie rygorystyczne trzymanie się szczegółów prawa, jego litery, przy jednoczesnym niezrozumieniu jego ducha. Nasz Pan wyraźnie ukazał to jako zasadniczą różnicę pomiędzy ich religią a religią Bożą. Skoro więc tak stanowczo nalegał na poznanie ducha prawa i zachowywanie go ponad samą literą, a właśnie to odróżniało Jego nauczanie od nauczania żydowskich nauczycieli Jego czasów, musimy wyciągnąć wniosek, że wierność duchowi prawa stanowi jedną z konstytutywnych i fundamentalnych cech naszej wiary.
Od czasów naszego Pana Kościół miał dwa tysiące lat na rozwinięcie głębokiego i złożonego systemu prawnego. Nikt nie zaprzeczy, że system ten spełnia ważną rolę, mianowicie służy zachowaniu porządku. Jednak rozwój coraz bardziej rozbudowanego systemu prawnego niesie ze sobą również niebezpieczeństwo legalizmu. Kościół w swojej mądrości zawsze przestrzegał przed tą legalistyczną skłonnością oraz przekazywał zarówno naukę moralną, jak i prawną, aby strzec ducha prawa.
Możemy rozpocząć od św. Augustyna. W swoim dziele O duchu i literze przytacza on słowa św. Pawła:
Następnie św. Augustyn rozwija obszerny wywód, ukazując, w jaki sposób nazbyt dosłowne i rygorystyczne odczytywanie Pisma Świętego (włącznie z Dekalogiem) może wypaczyć i zniekształcić nasze rozumienie moralności. Pisze na przykład:
Św. Augustyn rozwija tę myśl jeszcze szerzej. Już we wczesnym okresie dziejów Kościoła znajdujemy zatem zdecydowane ostrzeżenie przed legalistyczną skłonnością, przed przywiązaniem do samej litery. Co więcej, nie odnosi się ono jeszcze do tego, co zwykliśmy nazywać prawem w ścisłym znaczeniu (jak choćby kościelne przepisy administracyjne), lecz do prawa moralnego i samego Pisma Świętego. Jeżeli więc niebezpieczeństwo to dotyczy prawa moralnego, które ze swej natury ma charakter absolutny, o ileż bardziej ścisłe trzymanie się litery prawa może okazać się niebezpieczne w odniesieniu do praw administracyjnych i kościelnych, które z samej swojej natury podlegają zmianom...
Możemy teraz przejść do św. Tomasza z Akwinu, który wiele pisał o prawie kościelnym, jego naturze oraz zasadach cnotliwego posłuszeństwa wobec niego, zwłaszcza o zasadzie i cnocie epikei (epikeia, słuszności).
Warto zauważyć, że epikeię można uznać za swoiste „prawo ponad prawem”. O ile celem prawa jest urzeczywistnianie sprawiedliwości, o tyle epikeia jest zasadą sprawiedliwości zastosowaną do samego prawa. Umiarkowuje ona stosowanie prawa, przywracając mu właściwe miejsce, lecz sama nie daje się sprowadzić do zbioru spisanych przepisów. Jak pisze św. Tomasz:
Gdy więc św. Tomasz mówi o tej cnocie, wzywa katolików do uznania, że istnieje moralny duch prawa, którego nie da się zamknąć w samych przepisach, oraz że należy praktykować tę cnotę wszędzie tam, gdzie ujawniają się niedoskonałości prawa.
Pisze bowiem:
Podobnie jak prawa niesprawiedliwe ze swej natury są zawsze lub przeważnie sprzeczne z prawem naturalnym, tak również prawa ustanowione słusznie mogą w pewnych przypadkach zawodzić, gdyż ich zachowanie prowadziłoby do skutków przeciwnych prawu naturalnemu.” [4]
Widzimy zatem, że prawo okazuje się niewystarczające wówczas, gdy sprzeciwia się prawu naturalnemu, dobru wspólnemu oraz — ujmując rzecz szerzej — wspólnej misji Kościoła. Dalej św. Tomasz pisze:
Nauczanie św. Tomasza jest jednoznaczne: prawo musi służyć celowi, dla którego zostało ustanowione. Nawet najbardziej roztropny prawodawca nie jest w stanie przewidzieć ani szczegółowo opisać wszystkich możliwych sytuacji. Dlatego, gdy dochodzi do rzeczywistego impasu, mamy moralne prawo — a niekiedy nawet moralny obowiązek — wyjść poza samą literę prawa. Nie jest to bunt przeciwko prawu ani przeciw prawodawcy, lecz właśnie wierność zarówno jednemu, jak i drugiemu. Dzięki cnocie epikei jasno bowiem rozumiemy, że gdyby prawo było ożywiane swym moralnym duchem, przemawiałoby właśnie w taki sposób.
Nauczanie św. Tomasza nie pozostało jedynie na kartach jego dzieł ani w obrębie teologii moralnej. Znalazło ono później odzwierciedlenie również w zasadach prawa kanonicznego, co jeszcze mocniej potwierdza, że zasady te stanowią integralną część nauczania i myśli Kościoła.
Jak pisał profesor Bernard Roland-Gosselin:
W tym miejscu wyraźnie dostrzegamy, że zasada słuszności (epikeia) jest właśnie tym, co zachowuje pierwszeństwo ducha prawa nad jego literą.
W bezpośrednim odniesieniu do prawa kanonicznego były profesor prawa kanonicznego, abp Cicognani, pisał:
Tak więc widzimy, że zasady prawa kanonicznego w pełni odpowiadają nauczaniu św. Tomasza z Akwinu. Zasady prawa — wyrażone w cnocie słuszności (epikei) — wykraczają poza samą literę przepisów. Dzięki zastosowaniu słuszności możemy wierniej urzeczywistniać sprawiedliwość, a tym samym być bardziej posłuszni prawu, a nie mniej. Oczywiście mówimy tutaj o sytuacjach, w których ścisłe trzymanie się litery prawa prowadziłoby do szkody. W takich przypadkach katolik ma obowiązek znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli tej szkody uniknąć. Prawo kanoniczne odnosi się do takich sytuacji wprost i — jak zobaczymy — jego zasady oraz praktyczne zastosowanie pozostają w pełnej zgodności z tym wszystkim, co omówiliśmy dotychczas.
Kan. 20
Kan. 18
W swoim komentarzu do Kodeksu Prawa Kanonicznego ks. Augustyn pisze:
Kan. 18
Kan. 20
[...]
Drugim sposobem rozstrzygania takich spraw jest odwołanie się do ogólnych zasad prawa, opartych na słuszności prawa kanonicznego. Słuszność ta stanowi praktyczną zasadę wykładni i stosowania prawa. Sam rozum bowiem podpowiada, że jeżeli prawo okazuje się niewystarczające w konkretnym przypadku, należy stosować je zgodnie z zasadami prawa, lecz zarazem z ludzkim wyczuciem.” [12]
Dla niektórych może wydawać się zaskakujące, że profesor prawa kanonicznego zachęca do stosowania go „z ludzkim wyczuciem”. W rzeczywistości jest to jedynie ponowne wyrażenie duchowego wymiaru całego zagadnienia. Oczywiście nie należy przez to rozumieć ślepego, czysto emocjonalnego odruchu, lecz ludzki — w przeciwieństwie do mechanicznego — osąd sytuacji, oparty na prawym rozumie. Skoro bowiem sama litera jest martwa (podobnie jak martwe są maszyny), to właśnie ludzki duch, wspomagany łaską Bożą, przywraca jej życie.
Przejdziemy teraz do wykazania, że wszystkie te rozważania mają zasadnicze znaczenie dla naszej obecnej sytuacji. Utrzymujemy bowiem, iż znaczna część współczesnych katolików zbyt rygorystycznie trzyma się litery prawa, co ostatecznie obraca się przeciw dobru wspólnemu oraz misji Kościoła.
Część II
Obecny kryzys
Obecnie istnieje wiele sytuacji, w których przywiązanie do samej litery prawa utrudnia realizację misji Kościoła. Ograniczymy się jednak do omówienia dwóch najważniejszych.
a) Rozpoznanie fałszywego Kościoła jako tego, czym rzeczywiście jest
Pierwsza kwestia dotyczy właściwego rozpoznania natury samego kryzysu. Po Soborze Watykańskim II organizacja, która nazywa siebie katolicką, zaczęła publicznie wyznawać wiarę niekatolicką. Jej członkowie pozostają zjednoczeni w publicznym wyznawaniu tych niekatolickich doktryn i — pomimo licznych zarzutów — od dziesięcioleci trwają przy nich oraz w sposób widzialny wprowadzają je w życie. Z jednej strony Kościół pozwala nam wyciągnąć wniosek, że taki stan rzeczy stanowi sektę, czyli nowy, niekatolicki kościół:
Z drugiej jednak strony niektórzy, odwołując się do zbioru ustaw kościelnych, twierdzą, że nie wolno nam nazwać tej organizacji nową, niekatolicką sektą, ponieważ nie została ona formalnie za taką uznana przez kompetentną władzę. Po pierwsze, nie istnieje żaden przepis prawa, który wyraźnie wymagałby takiej deklaracji. Po drugie, Novus Ordo spełnia definicję sekty. Po trzecie, nawet gdyby taki przepis istniał, nie dysponujemy dziś żadną władzą, do której moglibyśmy się odwołać w celu uzyskania takiego formalnego orzeczenia. Mamy więc do czynienia z legalistycznym impasem — jak gdyby prawo należało zachowywać wyłącznie dla samego prawa, nawet wtedy, gdy przepis, którego rzekomo należałoby przestrzegać, w rzeczywistości w ogóle nie istnieje.
W odpowiedzi na to stwierdzamy, że zgodnie z duchem prawa możemy z całą pewnością uznać, iż kościół Vaticanum II („Novus Ordo”) jest po prostu niekatolicką sektą, a nie Kościołem katolickim. Dysponujemy bowiem widzialnymi faktami i wyciągamy z nich wniosek zgodnie z podstawowymi zasadami prawa Bożego: że Kościół katolicki jest nierozdzielnie związany z religią katolicką; że być katolikiem oznacza wyznawać wiarę katolicką; oraz że być widzialnym członkiem Kościoła oznacza publicznie wyznawać tę właśnie wiarę katolicką, zgodnie ze słowami papieża Leona XIII:
Ten wniosek wystarcza, aby dostrzec obecny kryzys takim, jakim jest w rzeczywistości. Główną przyczyną, dla której wielu tradycjonalistów przyjmuje stanowiska ostatecznie nie do utrzymania, jest to, że próbują oni odrzucać te niekatolickie doktryny, utrzymując jednocześnie, iż są one nauczane przez Kościół katolicki (lub przynajmniej publicznie głoszone przez widzialnych członków Kościoła katolickiego). W ten sposób powstaje swoista chimera: Kościół, który równocześnie naucza i nie naucza wiary katolickiej; którego widzialni członkowie są zarazem katolikami i niekatolikami; którego zwierzchnicy utracili wszelkie prawo do rządzenia w sprawach moralnych i doktrynalnych, a mimo to zachowują władzę zapewnienia Kościołowi jego Głowy. Jeszcze zanim szczegółowo przeanalizujemy argumenty prawne przytaczane na poparcie tego stanowiska (które i tak uważamy za błędne), już teraz widzimy, że prowadzi ono do absurdu i pozostaje w sprzeczności z samą tożsamością Kościoła wynikającą z jego znamion.
Jednakże wniosek tych tradycjonalistów, że musi to być Kościół katolicki, nie wynika z doktryny, lecz z rozumowania prawniczego. Z doktrynalnego punktu widzenia posiadają oni już wszystko, co potrzebne, aby uznać Novus Ordo za nową religię i nowy kościół. Jedynym powodem, dla którego powstrzymują się od wyciągnięcia tego wniosku, jest przekonanie, że zabrania im tego prawo (podczas gdy w rzeczywistości prawo po prostu nie zawiera takiego wyraźnego wymogu). Gdyby żywy duch prawa zdołał przebić się przez martwą literę, wszyscy moglibyśmy przynajmniej postawić właściwą diagnozę problemu i uznać, że mamy do czynienia z niekatolickim kościołem, a zatem słusznie stwierdzić: Sede vacante — Stolica Apostolska nie jest zajmowana przez żadnego papieża, w żadnym znaczeniu tego słowa.
Jednak Sede vacante jest jedynie diagnozą, a nie rozwiązaniem. Drugim obszarem, w którym widzimy, jak litera prawa przeciwstawia się jego duchowi, jest właśnie kwestia znalezienia właściwego rozwiązania.
b) Znalezienie właściwego rozwiązania
„Rozwiązanie” obecnego kryzysu nie musi oznaczać pełnego przywrócenia Kościołowi jego stanu i siły sprzed roku 1950. Jednak przynajmniej pierwszym krokiem w przezwyciężeniu kryzysu powinno być rozwiązanie problemu Sede vacante, czyli ponowne ustanowienie prawowitego katolickiego Papieża. Wobec tej konieczności niektórzy tak rygorystycznie obstają przy literze prawa, że dochodzą do impasu: albo Kościół pozostaje sparaliżowany, albo wybór Papieża okazuje się po prostu niemożliwy.
Pierwszy problem wynika z twierdzenia, że rozwiązanie musi wyjść od hierarchii Novus Ordo. Niektórzy utrzymują, że albo mamy prawowitego papieża, któremu jednak należy się sprzeciwiać, co przeczy duchowi kościelnej władzy i jedności, albo że prawo wyboru nowego papieża przysługuje wyłącznie „duchowieństwu” lub „kardynałom” tej organizacji, pomimo iż jako całość publicznie wyznają oni wiarę niekatolicką (a ponadto posiadają wątpliwe sakramenty, w tym święcenia). W konsekwencji należałoby uznać, że Kościół znajduje się w stanie paraliżu. Pozostali widzialni członkowie, którzy nadal publicznie wyznają wiarę katolicką, nie mogą uczynić niczego, aby zapewnić Kościołowi Głowę. Pozostaje im jedynie oczekiwać, aż publiczni heretycy i apostaci nawrócą się na wiarę katolicką i dopiero wtedy przyniosą rozwiązanie. Do tego czasu Kościół — będący społecznością tych, którzy publicznie wyznają wiarę katolicką — pozostaje bezsilny. Tymczasem papież Leon XIII naucza:
Kościół istnieje po to, aby wypełniać swoją misję; prawo istnieje jedynie po to, by mu w tym pomagać, a nie przeszkadzać. Zgodnie z naszą wiarą, skoro Kościół ma wypełniać swoją misję aż do końca czasów, nie może istnieć nic, co paraliżowałoby jego działanie, czyniło go bezsilnym lub blokowało go na czas nieokreślony.
Niektórzy twierdzą jednak, że Kościół nie jest sparaliżowany na zawsze, ponieważ możliwość kontynuowania jego misji może nadal pozostawać w rękach tych, którzy wyznają wiarę niekatolicką. W tym miejscu dochodzimy do kolejnego absurdu: nadzieja katolików miałaby znajdować się pośród niekatolików, a moc Kościoła — pośród heretyków, a nawet jego największych nieprzyjaciół. Oznaczałoby to, że ci, którzy w sposób widzialny pozostają poza Kościołem, zachowują jednocześnie jedne z najważniejszych uprawnień wewnątrz niego. Musielibyśmy przynajmniej pośrednio zaprzeczyć temu, czego Kościół zawsze nauczał: że tych, którzy publicznie odrzucają jego doktrynę, należy uważać za odłączonych od niego zarówno pod względem moralnym, jak i prawnym. O ile bowiem wewnętrzna relacja każdej duszy z Kościołem pozostaje sprawą pomiędzy nią a Bogiem, o tyle Kościół zawsze wypowiadał się jasno i stanowczo w kwestii widzialnej więzi swoich członków. Dlatego też obstawanie przy takim wniosku wyłącznie na podstawie litery prawa oznacza zaprzeczenie jego duchowi: pozostawia Kościół bezsilnym, a ponadto zaprzecza samemu duchowi jego tożsamości, powierzając rozwiązanie kryzysu ludziom znajdującym się poza jego widzialną jednością.
Drugi sposób, w jaki litera prawa prowadzi do impasu, polega na wyciągnięciu wniosku, że żadne rozwiązanie nie jest możliwe. Również i tutaj niektórzy odwołują się do rozbudowanych oraz szczegółowych argumentów dotyczących jurysdykcji i władzy, aby dowodzić, że obecnie nie może już istnieć żadna władza ani żadna jurysdykcja, a Kościół musi pozostać bez Głowy oraz bez środków do jej ustanowienia aż do Drugiego Przyjścia Chrystusa. Uważamy te argumenty za błędne, jednak jeszcze zanim zostaną one szczegółowo omówione, już teraz dostrzegamy, że litera prawa usiłuje przeciwstawić się jego duchowi. Wiemy bowiem z wiary, że Kościół zachowa urząd papieski oraz przynajmniej środki konieczne do ustanowienia swojej Głowy aż do Drugiego Przyjścia Chrystusa. Twierdzić inaczej oznacza nie dostrzegać rzeczy najważniejszych i popaść w kolejny stan paraliżu, a nawet rozpaczy.
Jeżeli nawet najbardziej złożone równanie matematyczne prowadzi do wniosku, że 2 + 2 = 5, wiemy, że równanie jest błędne, jeszcze zanim przeanalizujemy wszystkie jego działania i poszczególne etapy. Podobnie, jeżeli najbardziej wyrafinowane i skomplikowane argumenty prowadzą do impasu, paraliżu albo zwyczajnej niemożliwości, wiemy, że są one fałszywe.
Dlatego nasza krótka i prosta odpowiedź na obecne wyzwanie brzmi: niezależnie od tego, jakie okaże się ostateczne rozwiązanie, z samej wiary wiemy, że ono istnieje i że musi pozostawać w rękach pozostałych wiernych. Już to stanowi wystarczającą podstawę, by wezwać Kościół do podjęcia dyskusji nad rozwiązaniem.
Zakończymy słowami św. Tomasza z Akwinu:
Należy jednak zauważyć, że jeżeli zachowanie ustawy zgodnie z jej literą nie powoduje nagłego niebezpieczeństwa wymagającego natychmiastowego działania, nie do każdego należy rozstrzyganie, co jest pożyteczne, a co nie dla dobra wspólnego. Może to czynić jedynie prawowita władza, która w podobnych przypadkach posiada kompetencję do udzielania dyspensy od ustaw. Jeżeli jednak niebezpieczeństwo jest tak nagłe, że nie ma czasu na zwrócenie się do władzy, sama konieczność przynosi ze sobą dyspensę, ponieważ konieczność nie podlega prawu.” [16]
Pozostawiamy protestantom i faryzeuszom wikłanie się we własne sieci słów i legalistycznych rozumowań. Nasza wiara jest wiarą rozumną i zarazem żywą, prowadzoną przez samego Ducha Prawdy. Naszym wiecznym duchowym Zwierzchnikiem jest Pan nasz Jezus Chrystus, który pozostanie z nami aż do skończenia świata. Dlatego nasz duch nie jest duchem martwym, lecz żywym i walczącym. Katolicy mogą, a nawet powinni podejmować działanie w czasach takich jak obecne, walczyć za Kościół i przyczyniać się do przywrócenia mu jego Głowy, abyśmy mogli służyć naszemu Panu dla zbawienia dusz.
[1] Św. Augustyn, O duchu i literze, rozdz. 6.
[2] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologica, IIa IIæ, q. 120, a. 2.
[3] Tamże.
[4] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologica, IIa IIæ, q. 60, a. 5.
[5] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologica, Ia IIæ, q. 96, a. 6.
[6] Bernard Roland-Gosselin (profesor Katolickiego Instytutu w Paryżu), La Doctrine Politique de Saint Thomas D’Aquin, 1928, s. 12.
[7] Tamże, s. 112.
[8] Abp Amleto Giovanni Cicognani, Canon Law, s. 17.
[9] Kodeks Prawa Kanonicznego, wydanie z 1917 r.
[10] Tamże.
[11] Ks. Charles Augustine, A Commentary on the New Code of Canon Law, t. I, 1931, ss. 96–97 (wyróżnienie w oryginale).
[12] Tamże, ss. 100–101.
[13] The Catholic Encyclopedia, hasło „Sect and Sects”, wydanie z 1913 r.
[14] Papież Leon XIII, Satis Cognitum (1896).
[15] Papież Leon XIII, Immortale Dei (1885).
[16] Św. Tomasz z Akwinu, Summa Theologica, Ia IIæ, q. 96, a. 6 (wyróżnienie w oryginale).
✠ Bractwo Rycerzy Papieża Piusa XII ✠
Komentarze
Prześlij komentarz